O mnie Blog Wsparcie Kontakt

Ułatwienia dostępu

schowaj
Kontrast
normalny
Wielkość czcionki
normalna
Wspomaganie dysleksji
wyłączona
Wspomaganie czytania
wyłączone
Animacje
włączone
Tryb nocny
wyłączony
Odstęp tekstu
normalny
Interlinia
normalna
resetuj ustawienia
  lukaszholub@gmail.com  +48 609 270 039
ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

  • O mnie

  • Blog

  • Papua-Nowa Gwinea

  • Diecezja Kundiawa

  • Wsparcie misji

  • Kontakt

  • Szukaj
  lukaszholub@gmail.com  +48 609 270 039

ks. Łukasz Hołub
Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

Blog

  • wszystkie
  • Duchowość
  • Misje
  • Teologia
« wstecz drukuj

Misja Papua-Nowa Gwinea: Jak przetrwać w Koge, czyli „Mikser Jezusa” i walka o każdy dzień

Data publikacji: wtorek, 11-11-2025 Autor: ks. Łukasz Hołub Kategoria: Misje

Misja Papua-Nowa Gwinea: Jak przetrwać w Koge, czyli „Mikser Jezusa” i walka o każdy dzień

Gdy myślałem o Papui-Nowej Gwinei, wyobrażałem sobie rajskie plaże i egzotyczną kulturę. Rzeczywistość okazała się kursem przetrwania, w którym teologia ustępuje miejsca logistyce, a największym wyzwaniem staje się codzienne życie. Oto moje pierwsze tygodnie w parafii Koge – opowieść o błocie, języku, którego nie da się zrozumieć, i sile ludzkiej wiary.

Zderzenie pierwsze: Podróż do Koge

Wszystko, co wiedziałem, musiałem zweryfikować. Podróż z Goroki do Koge, mojego docelowego miejsca posługi w diecezji Kundiawa, była pierwszym testem. Na mapie – niewielka odległość. W praktyce – kilkugodzinna przeprawa terenówką po legendarnej Highlands Highway.

Droga ta to kręgosłup kraju, ale jej stan przypomina wyschnięte koryto rzeki, pełne dziur wielkości małych samochodów. Gdy zjechaliśmy z głównej trasy, było już tylko gorzej. Błotnisty trakt wijący się przez góry był wyzwaniem. Gdy dotarłem na miejsce, byłem wyczerpany, brudny i kompletnie zdezorientowany.

Dom na palach i absolutna cisza

Parafia Koge przywitała mnie deszczem. Mój nowy dom to prosta, drewniana chata na palach. Bez prądu, bez bieżącej wody. Wieczorami światło dawała lampa naftowa, a wodę nosiłem w kanistrach ze strumienia. Po kamiennej plebanii w Ekwadorze, to miejsce wydawało się prowizorycznym schronieniem.

Moim jedynym łącznikiem ze światem był agregat prądotwórczy, którego warkot na kilka godzin dziennie pozwalał naładować telefon i laptopa.

Adaptacja była brutalna. Monotonna dieta (głównie kaukau, czyli słodki ziemniak), nieustanna wilgoć i nowi współlokatorzy w postaci pająków i jaszczurek. Samotność, którą znałem, tutaj przybrała nowy wymiar – całkowitego wykorzenienia kulturowego i językowego.

„Mikser Jezusa”, czyli jak dogadać się w Tok Pisin

Największym murem okazał się język. W Ekwadorze miałem hiszpański. Tutaj stanąłem przed Tok Pisin – językiem kreolskim, opartym na angielskim, ale z melanezyjską logiką. Jego słownictwo jest ograniczone, co zmusza do tworzenia opisowych, często komicznych konstrukcji:

  • Szpital to haus sik („dom chorych”).

  • Helikopter to mixmaster bilong Jesus („mikser Jezusa”).

  • Fortepian to bigpela bokis yu paitim em, em i krai („duże pudło, które bijesz, a ono płacze”).

Nauka była żmudna i upokarzająca. Chodziłem z notesem, a dzieci, ucząc mnie, miały źródło niekończącej się radości. Przez pierwsze miesiące byłem funkcjonalnie głuchy i niemy. Jak miałem głosić Ewangelię, skoro nie potrafiłem zapytać o drogę?

Codzienna walka o przetrwanie: Logistyka misjonarza

W seminarium nikt nie uczył, że misjonarz w PNG musi być mechanikiem, zaopatrzeniowcem i negocjatorem.

Drogi, które nie są drogami

Słowo „droga” to nadużycie. Jazda to nieustanny slalom między dziurami. Boczne trakty w porze deszczowej zamieniają się w śmiertelne pułapki – rwące potoki błota. W samochodzie zawsze musiałem mieć łopatę, siekierę i liny. Nieraz spędziłem godziny, samotnie wykopując auto. Osuwiska potrafiły odciąć nas od świata na wiele dni.

Raskoli i blokady plemienne

Do zagrożeń naturalnych dochodzą ludzkie. Raskoli – uzbrojone gangi – blokują drogi, zwalając drzewa i czekając na ofiary. Trzeba mieć przy sobie gotówkę, by mieć co oddać i nie ryzykować życia.

Inny rodzaj blokad to blokady plemienne. Po śmierci lub wypadku, klan zmarłego domaga się odszkodowania lub haraczu od przejeżdżających. Młodzi mężczyźni z maczetami zatrzymują auta. Wymaga to zimnej krwi i spokojnych negocjacji.

Luksus na minuty, czyli życie z agregatem

Brak sieci energetycznej oznacza, że prąd jest luksusem. Włączałem agregat na kilka godzin wieczorem. Paliwo jest drogie i trzeba je przywozić z miasta. Życie bez prądu to życie bez lodówki, planowanie posiłków z dnia na dzień i chodzenie spać krótko po zmroku.

Wyprawa po ryż i paliwo

W Koge nie ma sklepu. Raz na tydzień organizowałem wielką wyprawę zaopatrzeniową do miasta (Kundiawa lub Goroka). Po wielogodzinnej, niebezpiecznej jeździe kupowałem w chińskich sklepach ryż, mąkę, konserwy i paliwo. Ceny, z powodu kosztów transportu, były astronomiczne.

Kościół na barkach świeckich liderów

Szybko zrozumiałem, że parafia w PNG to nie budynek. Centrum w Koge to tylko baza wypadowa. Prawdziwa parafia to kilkadziesiąt stesen – odległych wiosek, do których dociera się po wielogodzinnej wędrówce przez dżunglę.

Prawdziwymi liderami tych wspólnot są katechiści. To lokalni mężczyźni, ojcowie rodzin, którzy bez wynagrodzenia prowadzą nabożeństwa, uczą katechizmu i rozwiązują spory. To oni są Kościołem na co dzień.

Moja rola? Odwiedzać te wspólnoty raz na kilka miesięcy, by odprawić Mszę, wyspowiadać i umocnić ich wiarę. Pierwsze wizyty były szokiem. Przyjmowano mnie jak króla – z tańcami i darami. Oczekiwania były ogromne. Byłem dla nich nie tylko księdzem, ale sędzią, lekarzem i przedstawicielem „bogatego świata”.

Nowy początek, nie kontynuacja

Całe moje doświadczenie z Ekwadoru okazało się mieć tu ograniczoną wartość. Musiałem odrzucić stare schematy i nauczyć się pokory. Bóg przeniósł mnie do zupełnie innego wymiaru misji. To nie była kontynuacja, ale nowy początek. Stanąłem u progu świata, w którym Ewangelia o miłości musiała zmierzyć się z logiką zemsty i strachu. Wiedziałem, że to będzie najtrudniejsza walka w moim życiu.

Informacje

  • O mnie
  • Mapa
  • Papua-Nowa Gwinea
  • Diecezja Kundiawa
  • Wsparcie misji
  • Galeria

Blog

  • Siła Misjonarza: Co Daje Moc do Pracy w Papui-Nowej Gwinei i Jaki Jest Sens Misji w XXI Wieku?
  • Misje w Papui-Nowej Gwinei: Edukacja, Projekty Rozwojowe i Formacja Liderów dla Trwałej Zmiany
  • Misja w Papui-Nowej Gwinei: Prawdziwe Historie z Buszu na Granicy Światów
  • Między wojną plemienną a polowaniem na czarownice. Zapiski misjonarza z Papui-Nowej Gwinei.
  • Misja Papua-Nowa Gwinea: Jak przetrwać w Koge, czyli „Mikser Jezusa” i walka o każdy dzień
  • Papua-Nowa Gwinea: Misja w świecie wojen plemiennych, gangów i czarnej magii
  • Andyjski synkretyzm religijny: Między Pachamamą a Maryją. Zapiski misjonarza z Ekwadoru
  • Misjonarz w Andach: Jak wygląda praca duszpasterska w górach Ekwadoru?

Polecamy

Kontakt

ks. Łukasz Hołub
Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

P.O. BOX 71 – Kundiawa, Papua New Guinea, 461 Kundiawa

+48 609 270 039

lukaszholub@gmail.com

Copyright © 2026 ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Za zamieszczone na stronie materiały tekstowe, audio, logotypy oraz zdjęcia
odpowiada ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei.

Wykonanie strony:
BartoszDostatni.pl Nowoczesne Strony Parafialne

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdym czasie. Polityka Prywatności Informacje o cookies