Papua-Nowa Gwinea: Misja w świecie wojen plemiennych, gangów i czarnej magii
Data publikacji: poniedziałek, 03-11-2025 Autor: ks. Łukasz Hołub Kategoria: Misje
Relacja misjonarza z pierwszych miesięcy w Papui Nowej Gwinei. Odkryj szokujące różnice kulturowe, niebezpieczeństwa związane z gangami "raskoli" i głęboko zakorzenioną wiarę w "sangumę" (czarną magię).
Zderzenie ze ścianą, czyli powrót do Polski
Powrót do Polski w sierpniu 2020 roku był doświadczeniem surrealistycznym. Po czterech latach spędzonych w Ameryce Południowej, polska rzeczywistość wydawała mi się jednocześnie znajoma i obca. Asfaltowe drogi, punktualne autobusy, sklepy pełne towarów – wszystko to, co kiedyś było dla mnie normą, teraz uderzało swoją uporządkowaną, przewidywalną naturą.
Byłem jednak w Polsce tylko ciałem. Mój duch i myśli krążyły już tysiące kilometrów na wschód, wokół tajemniczej wyspy na Pacyfiku, która stała się moim nowym celem.
Między światami: Czekając na Papuę
Okres oczekiwania na wyjazd był dla mnie swoistym czyśćcem. Z jednej strony, pożegnałem już Ekwador. Z drugiej, Papua-Nowa Gwinea wciąż była tylko abstrakcyjnym marzeniem. Pomiędzy tymi dwoma światami znajdowała się ściana biurokracji. Gromadzenie dokumentów, tłumaczenia, a potem wysłanie tego wszystkiego kurierem do biskupa w diecezji Goroka i długie, nerwowe miesiące czekania na wizę.
Czas ten spędziłem, pomagając jako wikariusz. Był to powrót do kapłaństwa, które znałem sprzed wyjazdu na misje – spokojnego, bezpiecznego, ale dla mnie już niewystarczającego. Każdego dnia sprawdzałem maila, modląc się o wiadomość.
Wiadomość nadeszła w lutym 2021 roku. Wiza została przyznana. W jednej chwili poczułem falę radości i paraliżującego lęku.
Najdłuższa podróż do "zaginionego świata"
Pożegnałem się z rodziną i ruszyłem w najdłuższą podróż mojego życia. Seria lotów – Warszawa, Europa, kraj arabski, Azja i wreszcie Port Moresby, stolica Papui-Nowej Gwinei. Z każdym kolejnym startem czułem, jak cywilizacja, którą znałem, oddala się, a ja zbliżam się do wielkiej niewiadomej.
Ostatni etap podróży był lotem krajowym, z Port Moresby do Goroki, miasta w sercu górskiego interioru. Mały, śmigłowy samolot z trudem wzbił się w powietrze. Widok z okna był pierwszym prawdziwym szokiem.
Pod nami rozciągało się bezkresne, zielone morze. Góry, znacznie bardziej strome i dzikie niż te w Andach, pokryte były gęstą, nienaruszoną dżunglą. Nie widziałem dróg, miast, prawie żadnych śladów ludzkiej obecności. Miałem wrażenie, że lecę nad zaginionym światem.
Lądowanie w Goroce było jak podróż w czasie. Uderzyło mnie powietrze – jeszcze bardziej wilgotne i ciężkie niż w Amazonii. Ale to ludzie stanowili największy kontrast. Ciemna skóra, szerokie nosy, gęste, kręcone włosy. Wokół słyszałem potok słów w języku, który brzmiał jak coś z innego wymiaru – był to Tok Pisin, lokalny język kreolski, który miał stać się moim nowym narzędziem pracy.
Ekwador kontra Papua-Nowa Gwinea: Zderzenie dwóch wszechświatów
Już pierwsze godziny w Papui-Nowej Gwinei uświadomiły mi, jak bardzo to miejsce różni się od Ekwadoru. To było zderzenie dwóch zupełnie innych wszechświatów.
1. Natura i Środowisko
Ekwador, z jego podziałem na wybrzeże, Andy i Amazonię, był oswojony. Papua-Nowa Gwinea wydawała się dzika w sposób absolutny, pierwotny. Dżungla była gęstsza, góry bardziej niedostępne. Czułem, że tutaj to natura wciąż dyktuje warunki, a człowiek jest tylko gościem.
2. Infrastruktura i Państwo
W Ekwadorze czuło się obecność państwa. W Papui-Nowej Gwinei odniosłem wrażenie, że państwo jest bytem w dużej mierze teoretycznym. Poza miastami, władzę sprawuje tradycja, lokalni liderzy i prawo plemienne.
Drogi, jeśli istnieją, są w opłakanym stanie, a podróż nimi to nieustanne ryzyko – nie tylko z powodu błota, ale także z powodu raskoli (zbrojnych gangów) i plemiennych blokad, gdzie trzeba płacić haracz za przejazd. Poczucie bezpieczeństwa, które miałem w Andach, tutaj zniknęło.
3. Społeczeństwo i Kultura
To była najgłębsza przepaść. Społeczeństwo ekwadorskie jest od pięciuset lat częścią cywilizacji zachodniej. W Papui-Nowej Gwinei to wciąż świat plemienny. Lojalność wobec klanu jest ważniejsza niż wobec państwa czy Kościoła.
Spory o ziemię, kobiety czy świnie (wyznacznik statusu) regularnie przeradzają się w krwawe wojny plemienne, prowadzone za pomocą łuków i maczet. Kultura payback (odwetu) jest głęboko zakorzeniona. Za każdą krzywdę trzeba odpłacić, co prowadzi do niekończących się spiral przemocy.
4. Religia i Duchowość
W Andach spotkałem synkretyzm, ale oswojony. W Papui-Nowej Gwinei chrześcijaństwo jest często tylko cienką warstwą farby na potężnym, animistycznym fundamencie. Wiara w duchy przodków, klątwy i magiczne moce jest codziennością.
Najbardziej przerażającym przejawem tej duchowości jest wiara w sangumę – czarną magię. Ludzie wierzą, że nagłe choroby czy zgony są dziełem czarowników. Prowadzi to do brutalnych polowań na osoby podejrzane o czary, które są torturowane i mordowane w okrutny sposób. Zrozumiałem, że moim przeciwnikiem będą potężne, mroczne siły duchowe.
Nowy początek: Misja w innym wymiarze
Pierwsze tygodnie w diecezji Goroka, a później w moim docelowym miejscu posługi, parafii Koge w diecezji Kundiawa, były jak kurs przetrwania. Musiałem na nowo uczyć się wszystkiego: jak jeździć po "drogach", jak rozmawiać, jak odczytywać sygnały. Czułem się bardziej obcy i bezradny niż w Ekwadorze.
Całe moje czteroletnie doświadczenie z Ameryki Południowej okazało się mieć ograniczoną wartość. Musiałem odrzucić stare schematy.
Zrozumiałem, że Bóg nie przeniósł mnie z miejsca trudnego do trudniejszego. On przeniósł mnie do zupełnie innego wymiaru misji. To nie była kontynuacja, ale nowy początek. Stanąłem u progu świata, w którym Ewangelia o miłości i przebaczeniu musiała zmierzyć się z logiką zemsty i strachu. Wiedziałem, że to będzie najtrudniejsza walka w moim życiu.
