O mnie Blog Wsparcie Kontakt

Ułatwienia dostępu

schowaj
Kontrast
normalny
Wielkość czcionki
normalna
Wspomaganie dysleksji
wyłączona
Wspomaganie czytania
wyłączone
Animacje
włączone
Tryb nocny
wyłączony
Odstęp tekstu
normalny
Interlinia
normalna
resetuj ustawienia
  lukaszholub@gmail.com  +48 609 270 039
ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

  • O mnie

  • Blog

  • Papua-Nowa Gwinea

  • Diecezja Kundiawa

  • Wsparcie misji

  • Kontakt

  • Szukaj
  lukaszholub@gmail.com  +48 609 270 039

ks. Łukasz Hołub
Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

Blog

  • wszystkie
  • Duchowość
  • Misje
  • Teologia
« wstecz drukuj

Dzieciństwo i młodość na Podkarpaciu: Jak zrodziło się marzenie o misjach?

Data publikacji: sobota, 13-09-2025 Autor: ks. Łukasz Hołub Kategoria: Misje

Dzieciństwo i młodość na Podkarpaciu: Jak zrodziło się marzenie o misjach?

Zanim w moim życiu pojawiły się amazońskie rzeki i papuaskie góry, cały mój świat mieścił się w jednym słowie: Wierzbna. To niewielka wioska niedaleko Jarosławia, zagubiona pośród łagodnych wzgórz Podkarpacia. Tam się urodziłem i tam, na kawałku ziemi moich rodziców, ukształtował się mój horyzont. Był odmierzany pracą w polu i prostym, przewidywalnym rytmem życia.

Z małej wioski na Podkarpaciu na kraniec świata. Historia mojego powołania

A jednak, nawet w tym zamkniętym świecie, Bóg uchylił dla mnie kilka okien. To przez nie zobaczyłem, że życie może być czymś więcej niż tylko trwaniem – może być wielką przygodą w służbie innym.

Okno pierwsze: Kolorowe czasopisma misyjne

W naszym domu rzadkością był kredowy, śliski papier. Dlatego tak dobrze pamiętam czasopisma misyjne. Ich kolory kontrastowały z szarością podkarpackiego krajobrazu. Na zdjęciach widziałem uśmiechnięte, czarnoskóre dzieci, egzotyczne krajobrazy i białych księży, którzy żyli pośród tych ludzi.

Czytałem z wypiekami na twarzy ich reportaże o:

  • budowaniu szkół w afrykańskim buszu,

  • pływaniu łodziami po rzekach pełnych piranii,

  • leczeniu trędowatych i walce z głodem.

To nie były bajki. To działo się naprawdę w miejscach o egzotycznych nazwach: Rwanda, Boliwia, Kamerun. Te historie zasiały we mnie tęsknotę za życiem, które ma głębszy sens.

Okno drugie: Film "Misja", który poruszył serce

Mały, czarno-biały telewizor był moim drugim oknem na świat. Obrazem, który wrył mi się w pamięć na zawsze, były sceny z filmu "Misja" z Robertem De Niro i Jeremym Ironsem. Widok jezuitów, którzy w sercu dżungli budowali swój świat, bronili Indian przed chciwością kolonizatorów i oddawali za nich życie, poruszył mnie do głębi.

Zobaczyłem wtedy kapłaństwo heroiczne, radykalne, zanurzone w prawdziwym życiu. To było to – sens, który wykraczał daleko poza to, co znałem.

Najważniejszy impuls: Spotkania z prawdziwymi misjonarzami

Jednak najsilniejszym bodźcem byli żywi ludzie. Misjonarze, którzy od czasu do czasu odwiedzali naszą parafię, byli jak postacie z gazet i filmów, które nagle stawały się prawdziwe. Mieli twarze spalone słońcem i spracowane dłonie, tak jak mój ojciec.

Opowiadali o malarii, samotności i tęsknocie za domem, ale w ich oczach płonął ogień. Mówili o niewyobrażalnej radości, gdy mogli ochrzcić dziecko, uratować komuś życie prostym lekiem albo po prostu być z ludźmi, o których świat zapomniał.

Słuchając ich, cichy szept w mojej głowie zamieniał się w coraz głośniejszy głos. Głos, który pytał: "A może ty też?".

Decyzja: Chwila, która ustawiła mój wewnętrzny kompas

Przełom nastąpił, gdy miałem kilkanaście lat. W telewizji znów mówiono o Rwandzie, tym razem w kontekście przerażającego ludobójstwa. Usłyszałem wtedy historię o polskich misjonarzach, którzy mimo śmiertelnego zagrożenia postanowili zostać ze swoimi parafianami. Nie uciekli. Zginęli razem z nimi.

Ta wiadomość wstrząsnęła mną. W świecie, który uczy dbać o własne bezpieczeństwo, oni pokazali, że miłość i wierność są silniejsze niż strach przed śmiercią. W tamtej chwili zrozumiałem. Misje to nie egzotyczna przygoda. To bycie z ludźmi na dobre i na złe. Aż do samego końca.

Wtedy, w moim sercu, podjąłem cichą decyzję. Jeśli mam zostać księdzem, to tylko po to, by wyjechać. By pójść tam, gdzie jest najtrudniej.

Z Podkarpacia na krańce świata

Droga od tamtej decyzji była długa – seminarium, pierwsze lata kapłaństwa w Polsce. Ale wewnętrzny kompas, który ustawił się we mnie tamtego dnia, nigdy już nie zmienił kierunku. Świat pól i lasów Podkarpacia nauczył mnie pracowitości i wytrwałości. Ale to właśnie na tej ziemi Bóg zasiał we mnie ziarno tęsknoty za innym światem. I to z tej małej Wierzbnej wyruszyłem w podróż, by odpowiedzieć na głos, który usłyszałem jako chłopiec, wertując stare, misyjne gazety.

Informacje

  • O mnie
  • Mapa
  • Papua-Nowa Gwinea
  • Diecezja Kundiawa
  • Wsparcie misji
  • Galeria

Blog

  • Wielki Piątek i Wigilia Paschalna w Kerowagi: Wiara wśród chmur i gór
  • Msza Krzyżma i tradycyjne Mumu w Papui-Nowej Gwinei
  • Wielkanoc w Papui-Nowej Gwinei – Relacja ks. Łukasza Hołuba z misji w Kerowagi
  • Bogo: Serce wiary i nadziei w górach prowincji Simbu (Papua-Nowa Gwinea)
  • Moja wizyta u Katarzyny w Kerowagi (Papua-Nowa Gwinea)
  • Kerowagi: Serce Papui-Nowej Gwinei. Moje spotkanie z tradycją i naturą prowincji Simbu
  • Twoje 1,5% może dotrzeć aż na koniec świata! 🌍
  • Jak pomóc misjom na krańcu świata? Modlitwa, post i jałmużna jako fundament wsparcia misjonarza w Papui-Nowej Gwinei

Polecamy

Kontakt

ks. Łukasz Hołub
Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei

P.O. BOX 71 – Kundiawa, Papua New Guinea, 461 Kundiawa

+48 609 270 039

lukaszholub@gmail.com

Copyright © 2026 ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Za zamieszczone na stronie materiały tekstowe, audio, logotypy oraz zdjęcia
odpowiada ks. Łukasz Hołub Misjonarz w Papui-Nowej Gwinei.

Wykonanie strony:
BartoszDostatni.pl Nowoczesne Strony Parafialne

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdym czasie. Polityka Prywatności Informacje o cookies